Jestem zwykłą dziewczyną. A może właściwie powinnam już powiedzieć, że kobietą. Pomieszkuję w różnych miejscach, choć tęsknota ostatnio coraz bardziej przyzywa mnie do Polski, więc może się i zdarzy, że niebawem ponownie w Polsce osiądę. Swego czasu (w 2015 roku) podróżowałam sporo na rowerze, to wówczas powstał ten blog, a przynajmniej jego pierwsza wersja. Tu można znaleźć historię początków. 2015 to był też rok, kiedy postanowiłam zawalczyć o własne marzenia, mierząc się przede wszystkim z samą sobą. Odeszłam z pracy, spakowałam swój dobytek do piwnicy, wynajęłam mieszkanie i wyjechałam na kilka miesięcy na Bliski Wschód, by następnie wyruszyć w podróż na rowerze przez Bałkany. To ta właśnie ta rowerowa podróż, w trakcie której na swej ścieżce bałkańskiej spotkałam tysiące syryjskich uchodźców, skłoniła mnie do powrotu do sektora humanitarnego, który najpierw zabrał mnie na dwa lata do Donbasu, a następnie, rok temu, do Libanu. Obecnie, mieszkam w libańskich górach, a z okna swojej sypialni widzę granicę z Syrią. Często i dużo daje mi to do myślenia o przywilejach, które mam ja, a nie mają ich inni. Ale nie o tym ma być ten blog, choć wstawki humanitarne, stanowiące jednak mój chleb powszedni, też będą się tu zdarzać. O czym więc? O codzienności i tęsknocie. O mierzeniu się z własnymi wyzwaniami. O tym, jak uczę się mówić i nazywać rzeczy, których jeszcze jakiś czas temu nie odważyłabym się wypowiedzieć na głos. O pieczeniu chleba, kompostowaniu, a także hodowaniu pomidorów i róż na balkonie. O książkach, serialach, filmach i muzyce elektronicznej. O mojej kotce Szu. O emocjach, których czasem za dużo w głowie i po prostu warto je stamtąd wyciągnąć. Chcę dać sobie tu przestrzeń na opowiadanie tej historii o sobie, na którą nie ma przestrzeni gdzie indziej. Naprawdę uważam swoje życie za zwyczajne – lubię w niedzielę leżeć na kanapie i czytać „Magazyn Świąteczny”. Lubię spać pod namiotem i jeździć na długie road tripy. Lubię chodzić po górach i tańczyć. Lubię (bardzo!) śniadania i magię poranków. Takie zwykłe, zwyczajne, codzienne, proste rzeczy. Dlatego migawki z momentów. Bo chcę tu (ponownie) zatrzymywać momenty właśnie. W kilku słowach raczej, niekoniecznie zdaniach wielokrotnie złożonych. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Kasia