[ENG follows]

Dałeś mi to, czego na co dzień nie mam. Poczucie niedosytu i przesytu. Za mało i za dużo naraz. Wszystko dostępne od ręki, tu i teraz, natychmiast. Anonimowość. Godziny przesiedziane samotnie w kawiarniach. Gapienie się przez okno na przechodniów. Ulice wypełnione wszystkimi twarzami i językami świata. Zadbane przestrzenie. Parki, parki, parki. Wschód słońca w Hyde Parku. Biegające w nim o świcie wiewiórki i brzegi stawu wypełnione gęśmi i kaczkami. Ciągłe bycie w ruchu. Spanie w słońcu na trawie. Lenistwo. Solidną dawkę kulturę. Wystawy, dzięki którym na moment się zatrzymałam. Widok taty z córką czytającego bajkę przy kubku gorącej czekolady w niedzielny poranek w kawiarni. Kino braci Lumière. Wzruszenie. Teatr na stojąco. Kawiarnię otwartą od 6.00 rano i moje własne miejsce w niej. Tłumy na ulicach. Bycie niewidzialną.

Niemożliwe nie istnieje. Pędź, pędź!

Uciekam od Ciebie. Potrzebuję przestrzeni, ciszy, spokoju. Przecież wiesz, że wrócę. Zawsze wracam.

You gave me all that I don’t have in my everyday life. The feeling of having too much and not enough at the same time. Everything available, here and now, immediately. Anonymity. Hours spent in coffee shops alone. Looking through the windows at the passers-by. Streets full of all faces and languages of the world. Trimmed spaces. Parks, parks, parsk. Sunrise in Hyde Park. Squirrels running there at dawn, shores of the pond full of gooses and ducks. Constant moving. Sleeping in the grass. Laziness. Solid dose of culture. Exhibitions which made me stop for a moment. View of dad with a daughter, reading her a story over a cup of hot chocolate, in a cafe on Sunday morning. Cinema of the Lumière brothers. Melting into tears.Theatre, standing. Cafe opened since 6 am and my own place in there. Crowds on the streets. Being invisible.

Impossible is nothing. Run, run!

I’m running away from you. I need some space, silence and calm. But you know I will be back. I always do.

Advertisements