[ENG follows]

Mimo deszczu w Odessie pokochałam właściwie wszystko.

Stojącą przy schodach wewnątrz kamienicy, w której mieścił się mój hostel, starą, nadgryzioną zębem czasu rzeźbę; taką, jaką zazwyczaj ogląda się w parkach albo na wystawach. Pustą plażę, bo przecież kto normalny chodzi na spacery w deszczu i zimnie w sobotni wczesny poranek. Dzięki temu siedząc pod parasolem mogłam spokojnie czytać książkę i wsłuchiwać się w szum fal. Z człowiekiem, który pojawił się jakiś czas później ucięliśmy miłą krótką pogawędkę. Podarował mi garść rodzynek, życzył miłego dnia i poszedł dalej swoją drogą.

Mieszczącą się tuż obok dworca kolejowego i serwującą śniadania od 7.00 rano do 23.00 wieczorem kawiarnię Cafe Kompot, do której wracałam wielokrotnie, żeby w cieple i przy dźwiękach francuskiej muzyki spoglądać przez okno na padający deszcz.

Szansę poznania w końcu poznać na żywo T., mojej przyjaciółki z Turcji, z którą spędziłyśmy długi wieczór w kawiarni Gogol-Mogol, gdzie oprócz przestrzeni na spotkanie i pysznej herbaty, miałyśmy również kaloryfer, na którym suszyłam mokre skarpety oraz koc, w który zawinęłam przemarznięte stopy. Oraz zdjęcia Stambułu na ścianach, w które się wpatrywałyśmy, gdy T. snuła opowieści o swoim mieście.. Odessa w końcu to również kilkugodzinny spacer brzegiem morza, gdy na moment przestało padać – czyli rozmowy, rozmowy, rozmowy. Oraz dwie porzucone z końcem sezonu i porwane przez nas filiżanki, które przypieczętowały naszą przyjaźń.

Lekkie przeziębienie, które towarzyszyło mi przez kolejny tydzień, przywodziło na myśl chwile z Odessy. Natychmiast po powrocie zakupiłam książkę “Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów”, za której lekturę zamierzam wkrótce się zabrać. I nawet schody z Pancernika Potiomkina, których ostatecznie nie widziałam, jestem w stanie odżałować. Mam po co wracać, zdecydowanie. Dzięki Odesso za przepiękne dwa dni. Chcę więcej.

Despite the rain I have actually loved everything in Odessa.

Old, time-worn sculpture standing inside the tenement, in which my hostel was located; such sculptures one usually can see in the parks or at the exhibitions only. Empty beaches as nobody normal goes for a walk in the cold & rain in an early Saturday morning. Thanks to that I could sit under umbrella and read a book while listening to the sound of waves. A man appeared after a while. We had a short nice chat, he shared with me a hand of raisins, wished a nice day and walked away his way.

Cafe Kompot, serving breakfasts from 7am till 11pm, situated just next to the railway station; I was coming back there a couple of times to get warm while listening to French music and looking at the rain outside of the window.

The opportunity to eventually meet my friend T. from Turkey. We’ve spent a long evening together at the Gogol-Mogol Cafe, where not only we were offered a wonderful space for the meeting and a delicious tea, but also a heater on which I could get my wet socks dry and a blanket in which I have wrapped my frozen feet. And we could watch the photos of old Istanbul on the walls, while T. was telling the stories from her city. Finally I loved Odessa for the few hours-long walk along the beach, which happened the moment it stopped raining for a whole and meant talking, talking, talking. Two abandoned at the end of the summer season coffee cups were kidnapped jointly by us, which put a seal on our friendship.

Light cold I have caught there, has been accompanying me the whole following week, bringing the memories from Odessa back. Just after I was back I bought the book “Odessa: Genius & Death in the City of Dreams” and I’m planning to ready it very soon. And I am ready to get over the Potiomkin stairs which I have not seen finally. Another reason to be back there. Thank you, Odessa, for beautiful two days. I want more.

Advertisements