[ENG follows]

Jesień jest wtedy, kiedy robię naleśniki z dżemem. Częściej niż zwykle. Wtedy, kiedy usypia mnie dźwięk deszczu bębniącego o parapet po drugiej stronie szyby. I budzi też. Wtedy, kiedy chmury biorą pierwszeństwo nad słońcem, rozpychając się samolubnie po niebie. Wtedy, kiedy gdy jadę o poranku na rowerze, liście szeleszczą pod kołami. I marzną dłonie, więc na zmianę wkładam raz jedną, raz drugą do kieszeni kurtki, żeby je odrobinę ogrzać. Jesień jest wtedy, kiedy coraz częściej zakopuję się pod pomarańczowym kocem i nie wychodzę spod niego przez całą niedzielę. I wtedy, kiedy robię nieskończenie długie listy, na czele z listą książek do przeczytania. Wtedy, kiedy na widok słońca skaczę z radości. I wtedy, kiedy mogę bezkarnie chodzić w ulubionej szarej czapce i ulubionych kurtkach – na zmianę w turkusowej, czarnej w białe kropki i różowej. W zależności od humoru i okoliczności. Jesień jest wtedy, gdy mam chandrę. Gdy się wyciszam. Gdy trochę chcę, a trochę nie. Wtedy, gdy kiedy otwieram oczy o 6.30, wciąż panuje mrok. Albo półmrok. I muszę świecić światło, żeby się obudzić. Jest też wtedy, kiedy do kina zaglądam zdecydowanie częściej niż rzadziej. I kiedy odgrzebuję seriale, na które latem nie było czasu. Kiedy nieustająco chcę się edukować. Robić wszystko, żeby przypadkiem nie robić nic. Kiedy morze albo spokojne, albo wręcz przeciwnie. A góry pogrążone w magii kolorów. I tonie błota.

Bieszczady. Fot. K. Prokopowicz
Bieszczady. Fot. K. Prokopowicz

Warszawa, 16 października 2016

Autumn is when I make pancakes with jam. More often than usually. When I fall asleep listening to the rain drumming on the window still. And when I wake up to the very same sound. It’s when the clouds win over the sun, stretching egoistically in the sky. When I cycle in the morning and hear the sound of the crisp leaves below my wheels. And my hands freeze, so I hide them into the pocket in rotation, to warm them up a bit. Autumn is when I bury myself under the orange blanket and don’t leave the place the whole Sunday. And when I make endless lists, with the books-to-read list at the top. When I jump high at the sight of the sun. And when I can wear my favourite grey cap with impunity. And all my favourite jackets – the turquoise, the black with white dots and the pink ones, in rotation. Depending on the humour and circumstances. Autumn is when I feel down in the dumps. When I soften myself. When I want and don’t want at the same time. When, when I open my eyes at 6.30 am there is still darkness or semidarkness around. And I have to turn all the lights on the wake up. It’s also when I visit the cinema more often, than more seldom. And when I dig up some tv series, I didn’t have time to watch during the summer. When I want to educate myself immensely. To do everything to avoid doing nothing. When the sea is calm or not. When the mountains are lost in the magic of colours. And tonne of mud.

Bieszczady. Photo by K. Prokopowicz
Bieszczady. Photo by K. Prokopowicz

Warsaw, 16 October 2016

Advertisements