Search

Ukraińskie Karpaty. Momenty. / Ukrainian Carpathians. Moments.

[ENG follows]

Widok na szczyt Jawornik-Gorgan z polany, na której zdecydowałyśmy, że damy radę, nieświadome, że właśnie podjęłyśmy decyzję o godzinnym podejściu i pięciu godzinach zejścia i przebijania się przez gęsty las w ciemności, ze strachem zaglądającym nam głęboko w oczy.

Zgubienie ulubionej czapki, czego do dziś nie mogę odżałować.

Dotarcie do hotelu „Dziki Miód”, gdzie odwodnione gotowe byłyśmy wziąć pokój za każdą cenę, wdzięczne za to, że wciąż żyjemy i niedowierzające, że to wszystko, co się wydarzyło, wydarzyło się naprawdę. Lekcja pokory przed naturą.  Continue reading “Ukraińskie Karpaty. Momenty. / Ukrainian Carpathians. Moments.”

Advertisements

Niech będzie / Let it be

[ENG follows]

Niesamowite, że w momencie, kiedy po krótkim i upalnym lecie, przywitał mnie w Kijowie pierwszy chłodny poranek, od razu pomyślałam o pisaniu. O tym, żeby zapamiętać w słowach przemieszany ze spalinami zapach mgły, mimo wciąż jeszcze nieczęstych samochodów o tej porze dnia. O wciągniętej na głowę czapce chroniącej uszy przed zmarznięciem. Continue reading “Niech będzie / Let it be”

Jesień / Autumn

[ENG follows]

Jesień jest wtedy, kiedy robię naleśniki z dżemem. Częściej niż zwykle. Wtedy, kiedy usypia mnie dźwięk deszczu bębniącego o parapet po drugiej stronie szyby. I budzi też. Wtedy, kiedy chmury biorą pierwszeństwo nad słońcem, rozpychając się samolubnie po niebie. Wtedy, kiedy gdy jadę o poranku na rowerze, liście szeleszczą pod kołami. I marzną dłonie, więc na zmianę wkładam raz jedną, raz drugą do kieszeni kurtki, żeby je odrobinę ogrzać. Continue reading “Jesień / Autumn”

Powroty / Returns

[ENG follows]

Uciekałam przed tym tekstem bardzo długo. Gonił mnie od kiedy z końcem maja przekraczając nocnym blablacarem niemiecko-polską granicę zmierzałam w kierunku Warszawy. Przez okno samochodu patrzyłam na wszystkie stare-nowe miejsca, tak znajome i nieznajome jednocześnie. Gonił mnie, kiedy latem odbywałam pierwszą i kolejne letnie wyprawy cmentarne, w poszukiwaniu śladów przodków, po tym, jak projekt odtwarzania historii mojej rodziny zaczął nabierać niespodziewanego tempa, a ja zaczęłam robić zdjęcia nagrobków, odwiedzać księży w parafiach i wertować stare księgi parafialne, by wyczytać z nich imiona i nazwiska moich praprababć i prapradziadków. Gonił mnie po lwowskich zakątkach odwiedzonych w lipcu w pełni słońca, ze skrzypiącą huśtawką i panem oprowadzaczem po świątyni służącej wiernym różnych religii, w zależności od dnia tygodnia. I po ukraińskiej podlwowskiej wsi, z wielkim krzyżem dla alkoholików na jej środku, pod którym podobno wystarczy się pomodlić, by problem z alkoholem zniknął. Gonił mnie każdego dnia bólem kolan przypominającym styczniowe chorwackie góry, które pokonały moje kolana. Gonił jesiennym wschodem słońca nad polskim morzem, na który wybrałam się, mimo, że łóżko takie ciepłe, miękkie i wygodne. Gonił w końcu po bieszczadzkich październikowych szczytach. I tam dopadł. Uległam.

Bieszczady. Fot. K. Prokopowicz

Continue reading “Powroty / Returns”

Jottings from The Doctor’s House

“The Story: Some years ago, I met Bojan. He did not just want to become a doctor. He needed to become a doctor. I’d never seen someone pour so much passion into a profession choice and had to ask him why it was so important. He answered with a story of a war he had seen as a child and a home he left long ago in 1992. Then he told me that through this experience he learned that of all the things a man could do, being a doctor meant you could keep helping people, regardless of war or wealth.

My father too believed in investing his life in a helping profession. In 1989, he moved our family from a cozy American mountain town to a bustling city in Nigeria so that he could use his skills as a doctor to aid people there. Continue reading “Jottings from The Doctor’s House”

Chestnuts seller

We walked along one of the main streets. Belgrade was still overwhelming with the intensity of the noises. The lack of my presence is a big city for so long made me unable to stand all the crackles, gratings, rumbles and horns. Suddenly I saw him. Actually I saw him again. He was still there, standing at exactly the same place as yesterday, carefully keeping chestnuts warm. Sheets of waste paper ruled into cone-shapes in four sizes were placed on his left hand side. Continue reading “Chestnuts seller”

Cycling is not always sunshine and lollipops – an interview with Emily Suchy*

Emily, a bit more than a month ago you have finished your first cycling solo trip. How did you come up with the idea of cycling?

It was actually my dad’s idea. I have just graduated from the high school, decided for the gap year and then my dad came and said: „Oh, you should go cycling”. I thought it was a good idea, becasue I have a problem with my hip, so I cannot do a lot walking and biking seemed a really good option for me to get around the places.

I didn’t think I was going to go that far. Continue reading “Cycling is not always sunshine and lollipops – an interview with Emily Suchy*”

(Yet) untold Croatian stories

I won’t tell you the story of Martina, a librarian from a small Dalmacian town Vodice. I wanted to ask what does she like in her work the most. And how did that happen that she decided to be a librarian.

I won’t tell you about Iva from Sibenik and how ESN network in Croatia is organized. I also wanted to know about the student life around, she must know all about it! And about Nina, a local journalist from the same city. Continue reading “(Yet) untold Croatian stories”

Hitting the road again

I was definitely a mistress of logistics. In one hour I have figured out how to pack all my stuff in a way which will later on allow me to easily repack it at the bus station. Everything has fitted tightly in four panniers and one backpack. It was late after midnight when I went to sleep.

The alarm rang at 4 am. I woke up thinking that.. maybe not. Continue reading “Hitting the road again”

Create a free website or blog at WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: